Zasada trzech gier, nie pięciu
Najczęstszy błąd to nadmiar. Wybierz trzy tytuły, nie więcej. Jeden krótki na rozgrzewkę (PT, Layers of Fear, Fears to Fathom), jeden średni na środek wieczoru (Outlast, Amnesia: The Dark Descent) i jeden długi lub otwarty na finał (Phasmophobia w trybie drużynowym albo Silent Hill 2).
Kolejność ma znaczenie. Zaczynasz od czegoś, co wprowadzi wszystkich w klimat, ale nie wyczerpie energii. Finał powinien być najbardziej interaktywny, bo wtedy zmęczona publiczność potrzebuje zaangażowania, a nie pasywnego oglądania.
Horrorowy maraton to nie oglądanie gry. To wspólne krzyczenie w ciemności.
z poradnika redakcji
Światło i dźwięk robią połowę roboty
Zgaś główne światło i zostaw tylko czerwone lub niebieskie punktowe oświetlenie. Zwykłe LED-y za telewizorem robią cuda. Ważne, żeby źródło światła było za ekranem, a nie nad głowami widzów, bo wtedy twarze są widoczne, a to zabija klimat.
Dźwięk to druga połowa sukcesu. Jeśli grasz na głośnikach, ustaw je tak, żeby dźwięk szedł zza ekranu, nie z boku. Horror bez przestrzennego dźwięku to komedia. Jeśli grasz w słuchawkach, rozważ przełącznik, żeby cała sala słyszała momenty jumpscare.